Opowiem wam dzisiaj co zrobił Czaruś jak miał ok 5 miesięcy.
Czaruś jak zwykle biegał po domu. Na kuchence stał garnek z
zupą buraczkową, niestety niefortunnie przykrywka była nie domknięta ponieważ
garnku była hohla do nalewania zupy. Nikt nie pomyślał nawet o tym żeby takie
maleństwo jak Czaruś wskoczyło na szafki kuchenne. Wystarczyła chwila nieuwagi
i spuszczenie kuleczki z oczu. Usłyszeliśmy jakiś hałas. Okazało się że Czaruś
nauczył się wskakiwać na stołki a z nich na stół i dalej na kuchenkę, na
szczęście było to wieczorem i od dawna już nic się nie gotowało. Na kuchence
stał duży garnek z zupa a że Czaruś jest zwierzątkiem ciekawskim chciał
sprawdzić jak patrzy się z takiego wysoka. Niestety jak tylko wskoczył na pokrywkę ta pod jego ciężarem przykręciła się i wpadł ro środka. Nie wiem jak
dał rade wyskoczyć z garnka. Ja przyszłam do kuchni wszystko było w czerwonych
kropkach z racji kolory zupy a czaruś siedział skulony pod stałem. Na porządku przestraszyłam się że Czaruś zrobił sobie krzywdę a te czerwone kropki to jego
krew. Kamień spadł mi z serca jak okazało się że to tylko zupa a Czaruś po za
tym że był zmoczony, tłusty i wystraszony
był cały i zdrowy. Wspomnę tylko że szynszyle kąpią się w specjalnym piaski i
wody powinny unikać. Mając to na uwadze nie mogłam go „włożyć pod pryśnie” i
wykąpać, a tłuszcz trzeba było jakoś usunąć. Wraz z moją siostrą starałyśmy się
przeprowadzić wszystko delikatnie żeby nie przysparzać kuleczce więcej stresów.
Trzeba było zmoczyć ściereczkę i zbyć tłuszcz i zupę a potem ręcznikiem a
następnie suszarką wysuszyć futerko. Szynszyle mają gęste futro więc zupa nie
dostała się do skóry. Suszarka była ustawiona na temperaturę taką aby nie była
za nimna ani za gorąca. Musiałyśmy uważać na uszy żeby ich nie przewiało. Bałam
się że po tym wszystkim Czaruś się przeziębi albo rozchoruje. Jak pokazały
kolejne dni nic takiego się nie wydarzyło. Czaruś biegał jak zwykle, miał dużo
energii i jadł normalnie. 
Cała historia nauczyła nas tego że jak cokolwiek się gotuje
po skończeniu prac w kuchni trzeba wszystko dobrze przykrywać i zabezpieczyć.
Nie zawsze da się upilnować takich rozrabiaków, a oczy trzeba mieć na około głowy.
W przeciwieństwie do nas Czaruś chany niczego nie wyniósł ze
swojej przygody ponieważ do tej pory co jakiś czas próbuje dostać się na kuchenkę, jęcz jest szybko z tamtą wyganiany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz