środa, 18 listopada 2015

Kąpiel w zupie



Opowiem wam dzisiaj co zrobił Czaruś jak miał ok 5 miesięcy.

Czaruś jak zwykle biegał po domu. Na kuchence stał garnek z zupą buraczkową, niestety niefortunnie przykrywka była nie domknięta ponieważ garnku była hohla do nalewania zupy. Nikt nie pomyślał nawet o tym żeby takie maleństwo jak Czaruś wskoczyło na szafki kuchenne. Wystarczyła chwila nieuwagi i spuszczenie kuleczki z oczu. Usłyszeliśmy jakiś hałas. Okazało się że Czaruś nauczył się wskakiwać na stołki a z nich na stół i dalej na kuchenkę, na szczęście było to wieczorem i od dawna już nic się nie gotowało. Na kuchence stał duży garnek z zupa a że Czaruś jest zwierzątkiem ciekawskim chciał sprawdzić jak patrzy się z takiego wysoka. Niestety jak tylko wskoczył na pokrywkę ta pod jego ciężarem przykręciła się i wpadł ro środka. Nie wiem jak dał rade wyskoczyć z garnka. Ja przyszłam do kuchni wszystko było w czerwonych kropkach z racji kolory zupy a czaruś siedział skulony pod stałem. Na porządku przestraszyłam się że Czaruś zrobił sobie krzywdę a te czerwone kropki to jego krew. Kamień spadł mi z serca jak okazało się że to tylko zupa a Czaruś po za tym że był  zmoczony, tłusty i wystraszony był cały i zdrowy. Wspomnę tylko że szynszyle kąpią się w specjalnym piaski i wody powinny unikać. Mając to na uwadze nie mogłam go „włożyć pod pryśnie” i wykąpać, a tłuszcz trzeba było jakoś usunąć. Wraz z moją siostrą starałyśmy się przeprowadzić wszystko delikatnie żeby nie przysparzać kuleczce więcej stresów. Trzeba było zmoczyć ściereczkę i zbyć tłuszcz i zupę a potem ręcznikiem a następnie suszarką wysuszyć futerko. Szynszyle mają gęste futro więc zupa nie dostała się do skóry. Suszarka była ustawiona na temperaturę taką aby nie była za nimna ani za gorąca. Musiałyśmy uważać na uszy żeby ich nie przewiało. Bałam się że po tym wszystkim Czaruś się przeziębi albo rozchoruje. Jak pokazały kolejne dni nic takiego się nie wydarzyło. Czaruś biegał jak zwykle, miał dużo energii i jadł normalnie.

Cała historia nauczyła nas tego że jak cokolwiek się gotuje po skończeniu prac w kuchni trzeba wszystko dobrze przykrywać i zabezpieczyć. Nie zawsze da się upilnować takich rozrabiaków, a oczy trzeba mieć na około głowy.

W przeciwieństwie do nas Czaruś chany niczego nie wyniósł ze swojej przygody ponieważ do tej pory co jakiś czas próbuje dostać się na kuchenkę, jęcz jest szybko z tamtą wyganiany.

piątek, 13 listopada 2015

Jesten Siwa


Cześć.


Nazywam się Siwulka. Kiedyś mówili na mnie Psotka, ale moja nowa Pani powiedziała że to imię do mnie nie pasuje więc zaczęła na mnie wołać inaczej. Mój kolega to Czaruś i chyba żeby do niego pasować zostałam nazwana właśnie imieniem Siwulka.

Może jednak zacznę pisać od początku

Czaruś pokazał mi jak tu wejść i zasugerował żebym i ja się przedstawiła skoro blog ma być prowadzony o nas.

Jestem szynszylą małą tak samo jak Czarek. Różnica między nami jest taka że ja mam barwę standard, czyli szary. Jeśli zdążę przed powrotem naszej Pani spróbujemy razem z Czarusiem wstawić nasze zdjęcia.

Do tego domu przyjechałam z Krakowa. Wcześniej mieszkałam w trzech innych domach z różnymi właścicielami. Wszystkie przeprowadzki odbyły się w ciągu dwóch lat życia. W obecnym domu jest mi dobrze i mam nadzieję że już nie będę musiała się więcej przeprowadzać.

Niewiele pamiętam z poprzednich domów, mieszkałam kiedyś z panek który trzymał mnie i moja siostrę w klatce postawionej na werandzie i nie miałyśmy kontaktu z jego rodziną. Zabrała nas stamtąd młoda pani. Nie wiem dlaczego ale po jakimś czasie mieszkania u niej moja siostrę została zabrana a zamiast niej do klatki wprowadził się kolega. Trochę pomieszkaliśmy razem i ja się wyprowadziłam. Zostałam oddana mojej obecnej Pani. Droga do nowego domu była bardzo długa i większość przespałam. Miałam bardzo dużo miejsca i mięciutkie posłanie. W nowym domu czekała na mnie już cała nowa rodzina i Czaruś. Na początku nie dogadywaliśmy się z Czarkiem dlatego ja mieszkałam w transporterze w którym spędziłam podróż. Był on dużo ale wchodziłam tam tylko na noc. Po tygodniu zaczęłam zwiedzać klatkę Czarka i jak się dogadaliśmy to już zamieszkaliśmy razem. Jest nam teraz dobrze i cieplutko jak się przytulimy w naszym ulubionym chamaczku. Czasem tylko musze poczekać na jedzenie bo Czaruś nie zawsze chce mnie dopuścić do naszej miseczki. Ale wybaczam mu to i czekam cierpliwie ponieważ biedaczek nie może jeść wszystkiego.
Na tym na razie musze skończyć bo Czaruś mówi że nasza Pani wraca do domu. Może uda mi się jeszcze coś napisać.

czwartek, 12 listopada 2015

Jestem Carek


Cześć
Nazywam się Czaruś. Jestem Szynszylą małą i mam umaszczenie w kolorze czarny aksamit.
Moja Pani - czasem zwana moim niewolnikiem – tak w szynszylowym słowniku nazywamy człowieków którzy uważają się za naszych właścicieli ;) . No więc moja Pani zabrała mnie od mamy taty i siostrzyczki jak miałem 3 miesiące. Człowieki twierdzą że to jest najlepszy wiek aby oddzielić nas od rodziców ponieważ jesteśmy już na tyle duży nie potrzebujemy pić mleka mamy i jesteśmy zarazem na tyle mali że łatwo przyzwyczaimy się do nowego otoczenia.
W nowym domu miałem już przygotowane wszystko co potrzebne abym czuł się dobrze. Jak tylko przyjechałem pozwolono mi pozwiedzać cały dom. No znaczy tak myślałam że cały. Teraz wiem że był to tylko przedpokój i kuchnia. Na początku tylko tam wolno mi było biegać, ale wydawało mi się że to jest bardzo dużo. Po jakimś czasie udało mi się tak wychować człowieków że pozwolili mi biegać już wszędzie, choć czasem mnie wyganiają i upominają jak gdzieś zajrzę choć nie wiem dlaczego. Na przykład jak sprawdzam czy kwiatkom nie chce się pić. Trzeba to sprawdzać dokładnie, nie wystarczy sprawdzić tylko u góry, trzeba sięgnąć łapka głębiej bo może się okazać że na samym dnie jest jednak woda. Czasami się trochę ziemi rozsypie , ale to przecież nie moja wina.
Kiedy nareszcie pozwolono mi wejść do pokoju okazało się że stoi tam takie duże drzewko, było kolorowe i miało dużo ładnych świecących i pysznych rzeczy. I nawet nikt nie krzyczał jak czasem sobie coś podgryzałem. Niestety te co pachniały najładniej i były tak cudownie słodkie zawinięte w szeleszczące papierki wisiały tak wysoko że nie mogłem ich dosięgnąć. Ale czasem udało mi się ich spróbować jak ktoś zostawił taki smakołyk na stoliku. To jest pyszne i nie wiem dlaczego człowieki tak krzyczą jak chce kawałek spróbować.
Po jakimś czasie drzewko zniknęło z pokoju i bardzo długo go nie widziałem. Ale od tej pory mogłem już biegać wszędzie.
Moje człowieki są dobrze wytresowani. Wiedzą że jak jest ciemno i wrócę do swojej klatki do już mi się nie chce biegać to trzeba dać mi jeść i pilnować żebym zawsze miał świeżą wodę i sianko. Już wiecie chyba dlaczego są nazywani niewolnikami. Trzeba ich tylko dobrze wyszkolić.
Powiem wam jeszcze że kiedyś bardzo lubiłem jeść sianko , zioła suszone i obgryzać patyczki, ale teraz mam problemy z ząbkami i już nie mogę tego robić. Ale to nie zmieniło faktu że człowieki podają mi to czego podrzemuję i robią mi takie fajne mięciutkie kuleczki do jedzenia. Czasem tylko muszę ich trochę poganiać bo za wolno to przygotowują.
Muszę na razie kończyć bo moja Pani się zbliża , ona nie wie że tu piszę. Nauczyłem się tego robią obserwując ja.
Jak tylko uda mi się jeszcze pozbyć na chwile mojej Pani to opowiem wam o kilku moich przygodach.

czwartek, 5 listopada 2015

Czarek i Siwa









Czarek to szynszyla koloru czarny aksamit, ma 2 lata, chyba jak każdy takie zwierzątko to gapcio ale niestety jest także pechowcem. Wzięliśmy go od znajomej gdy miał 5 miesięcy.
Siwa to szynszyla koloru standardowej. Tak ja Czarek ma 2 lata, jest u nas od 9 miesięcy. Na początku musiała się do nas przyzwyczaić ale teraz już się zaaklimatyzowała.